O mnie

Explore Self - Pracownia Coachingu Somatycznego

Nazywam się Agnieszka Kowalcze, jestem terapeutką czaszkowo-krzyżową, coachem, z wykształcenia biolożką, a także menadżerką z kilkunastoletnim doświadczeniem w zarządzaniu i współpracy z międzynarodowym biznesem w obszarach business development, PR i public affairs.

Stworzyłam EXPLORE SELF – Pracownię coachingu somatycznego, której misją jest wspieranie osób, które zmagają się z różnymi formami bólu w ciele – często bólem przewlekłym i o podłożu autoimmunologicznym i poprzez pracę z ciałem chcą zanurzyć się w swoją wewnętrzną rzeczywistość, aby odnaleźć siebie prawdziwą, siebie prawdziwego i zacząć uwalniać się od cierpienia. Pomagam im w uwolnieniu nagromadzonych w ciele napięć i blokad, aby mogły one odzyskać energię i radość życia. To też proces odkrywania wewnętrznego potencjału, wzmocnienia zdrowia i poczucia dobrostanu w życiu. Wierzę, że mamy w sobie wszystko czego potrzebujemy do dobrego życia. Z własnego doświadczenia wiem, że powrót do równowagi jest możliwy, a uwolnienie ciała z napięć otwiera przestrzeń do twórczego życia. Wymaga to jednak Twojej decyzji i konsekwencji w działaniu, co bywa trudne, ale warte wysiłku i daje ogromną satysfakcję. Warto pracować ze sobą i nad sobą z otwartością i szczerością, ale też łagodnością wobec siebie. Gdy przekroczysz ten próg to nie będzie już powrotu do starego. To podróż na całe życie.

Jak się to wszystko zaczęło?

Moja zmiana rozpoczęła się, gdy mój organizm powiedział stop i zafundował mi 2 lata o kulach. Najpierw bez ewidentnej kontuzji spuchło mi prawe kolano, nie mogłam chodzić, lekarze, badania, szpital. Diagnoza – niespecyficzne zapalenie stawu kolanowego. Nie wiadomo skąd pojawił się ten stan zapalny, który na dodatek słabo reagował na leki. Rehabilitacja trwała rok i gdy już wychodziłam na prostą, na spacerze złamałam nogę w kostce, tą samą co kolano. Gips, rehabilitacja i podejrzanie długo utrzymujący się stan zapalny. Lekarze nie potrafili powiedzieć co sprawiało, że stan zapalny utrzymywał się tak długo. Kolejny rok rehabilitacji. Po 2 latach chodzenia o kulach, z przeciążenia pojawił się stan zapalny w nadgarstku i 3 palcach lewej ręki. Pojawiły się problemy z drugą stopą. Wydałam fortunę na leczenie, byłam na granicy załamania nerwowego i depresji, bo niby już lepiej i znowu coś.

Jak tak człowieka ciało boli to perspektywa tego co w życiu ważne i co ma sens się zmienia, szczególnie, gdy nie wiadomo co chorobę wywołuje i jak to leczyć. Jakby to było coś konkretnego to zadaniowo można podejść, łyknąć tabletki i już. Niewiedza była dla mnie najtrudniejszym doświadczeniem, akceptacja bezsilności i poddanie się temu co jest, bo nic nie można zaplanować. Oczywiście jest rodzina, przyjaciele, znajomi, którzy chcą pomóc, wesprzeć, ale w którymś momencie człowiek zaczyna się wycofywać, ostatecznie przeżywasz to sam/a. Teoretycznie, można się „pocieszać”, że są ludzie, którzy mają gorzej, ale prawda jest taka, że w takiej sytuacji moje problemy stają się najważniejsze, bo są moje. Myśląc tak nad życiem zaczęłam coraz bardziej uświadamiać sobie, że mimo plusów dodatnich moja praca przestała mnie cieszyć. Dużo czasu zajęło mi przyznanie się samej przed sobą, że to miejsce nie jest już dla mnie. Na początek, żeby o tym aż tak nie myśleć postanowiłam pracować mniej, mieć więcej różnych zainteresowań i czasu dla siebie, jak to radzą różni mądrzy ludzie, no i skupić się na poszukiwaniach zdrowia na własną rękę, bo już przy kostce czułam wewnętrznie, że coś jest na rzeczy z tymi urazami, że nie są to tylko zwykłe zbiegi okoliczności. W tych swoich poszukiwaniach trafiłam na duży temat zw. biologią totalną, nazywaną też psychobiologią, która w nowy dla mnie sposób definiowała chorobę. Tak mnie to wciągnęło, że skończyłam roczną akademię. Spojrzałam z innej perspektywy na siebie, ciało, powiązania między ciałem fizycznym, umysłem i duchem. Psychobiologia otworzyła przede mną drzwi do zupełnie innego świata. Wtedy też zaczęłam, choć nieświadomie, iść w kierunku mojej nowej ścieżki zawodowej, ale wtedy o tym nawet nie wiedziałam, po prostu chciałam być zdrowa.

Wg psychobiologii choroba jest wynikiem cierpienia z powodu tego, że rzeczywistość nie jest zgodna z naszymi oczekiwaniami. Silne emocje, które nie zostały wyrażone, przeżyte związku z jakimś trudnym dla nas wydarzeniem np. śmiercią czy chorobą bliskiej osoby, wypadkiem, czy inną, z naszej perspektywy, dramatyczną sytuacją np. utratą pracy, problemami małżeńskimi, itp., mogą aktywować w naszym ciele konflikt ujawniający się jako choroba. Jest to sposób organizmu na rozwiązanie naszego problemu emocjonalnego i ma służyć odciążeniu mózgu od stresu, aby nasz organizm przeżył. Czysta biologia i precyzja, bo organ czy układ nie jest przypadkowy.

Dowiedziałam się też, że emocje są przechowywane nie tylko w mózgu, ale także na poziomie naszych komórek w ciele i że nasze ciało ma swoją pamięć. Jeśli przytłaczające emocje zostały stłumione, a nie przeżyte i uwolnione to mogą być przechowywane w rożnych częściach i układach ciała i generować problemy zdrowotne. Daje do myślenia. Uświadomiłam sobie, że muszę się nauczyć być bardziej świadoma swoich emocji, reakcji swojego ciała, a jak się samemu nie umie to szukać wsparcia dla siebie, czy jakiejś metody, która do mnie przemówi.

Przemówiła terapia czaszkowo-krzyżowa, już po pierwszej sesji z terapeutką wiedziałam, że muszę się tego nauczyć i się nauczyłam. Jest to terapia integracyjna, która odwołuje się do pierwotnych sił samouzdrawiania organizmu. Uwzględnia fakt, że wszystko jest ze sobą połączone, a nasze ciała, jak i wszystko inne zbudowane jest z energii. Równowaga w naszym ciele jest bardzo delikatna i łatwo ją zaburzyć. W ciele tworzą się napięcia, blokady z różnych powodów – nieuwolnionych emocji, po jakichś urazach, uderzeniach czy operacjach. Dla organizmu to taka forma traumy, a ta terapia czaszkowo-krzyżowa, to rodzaj subtelnego masażu, polegającego na tym aby w sposób bardzo delikatny i nieinwazyjny wesprzeć organizm w procesie powrotu do pierwotnej równowagi.

Moje problemy zdrowotne sprawiły też, że spojrzałam na siebie i otaczającą mnie rzeczywistość też z bardziej duchowej perspektywy, że wszystko dzieje się po coś. Zaszła we mnie duża zmiana, wzrosła moja samoświadomość. Bliscy i znajomi też zauważyli zmianę.

Zaczęłam się więc zastanawiać, czy zdobytą wiedzę mogłabym wykorzystać nie tylko na własne potrzeby, ale też innych osób. Postanowiłam więc wykreować sobie nowy zawód, robię to do dzisiaj i z tą myślą stworzyłam Explore Self, które rozwijam od 2019 roku.